piątek, 11 listopada 2016

ZAŁOŻYŁAM APARAT ORTODONTYCZNY!!! Moja wada - progenia, zgryz krzyżowy i brak zawiązków zębowych.


Zdrowe, ładne i białe zęby są niekwestionowaną wizytówką człowieka. Wygląd uzębienia wpływa na stan samopoczucia, atrakcyjność i pewność siebie. Nie każdemu z nas jednak wyrastają piękne i zdrowe zęby.


I ja właśnie należę do tej grypy osób, których natura nie chciała obdarzyć cudownym uzębieniem i muszę dużo się nasilić, aby było jako tako. Dlatego zdecydowałam się na leczenie ortodontyczne ;) W sumie aparat stały noszę już 3 dni. Jest na razie nieciekawie, ale z każdym dniem przyzwyczajam się coraz bardziej i jest lepiej :)

Ten post jest bardzo osobisty, obnaża mój bardzo poważny kompleks. Czekaja mnie wiele ważnych decyzji w sprawie mojego uzębienia ;). Nie mam jednak ochoty dłużej milczeć i dusić to w sobie. Uznałam, że Internet jest najlepszym miejscem na wylanie swoich żalów ;) Szukałam w sieci przypadków podobnych do moich, ale takie samego nie znalazłam, także jestem rodzynkiem  ;) Ale zacznijmy po kolei...

Będąc dzieckiem miałam bardzo piękne, równe mleczne ząbki. Wszyscy dentyści, lekarze, rodzina byli pod ogromnym wrażeniem. Pierwsze schody zaczęły się w wieku 11-12 lat. Stałe zęby szły krzywo, jedne pod drugim. Dlatego niedługo później moja mama zabrała mnie do ortodonty. Leczyłam się ortodontycznie około 3 lat za pomocą aparatu wyjmowanego. Wtedy to też dowiedziałam, że nie mam zawiązków stałych, drugich, górnych siekaczy, potocznie mówiąc górnych dwójek ;) Ortodontka postanowiła zostawić zęby mleczne i nie ingerować w leczenie przodu, bo mogłoby to spowodować wypadnięcie mlecznych zębów, a to z kolei pociągałoby rozjechanie się stałych jedynek. Reszta zębów została ustawiona jak należy. Lekarz uznał, że w przyszłości zrobię sobie na miejsce mlecznych zębów implanty, a tym czasem mam dbać o to, aby mleczaki były jak najdłużej.
I rzeczywiście zęby mleczne są ze mną bardzo długo, bo jakby nie patrzeć około 15 lat od ukończenia leczenia ortodontycznego.

W końcu jednak mleczny ząb postanowił po prostu ze starości pęknąć ;) Odbudowywałam go kilka razy, ale ponieważ pęknięcie było dość spore, to nie mógł pełnić swojej przydatnej funkcji, a jedynie tą estetyczną i nietrwałą. Jak łatwo się domyśleć większość swojego życia musiałam posiłki kroić na mniejsze części i wrzucać do buzi, bo o rwaniu posiłków nie było mowy.
W końcu udało mi się uzbierać kwotę na implanty, a choć są co raz popularniejsze, to wciąż kosztują na prawdę sporo. Wybrałam się na konsultacje i odesłano mnie do ortodonty, ze względu na mój krzyżowy zgryz. Implantacja wyklucza jakiekolwiek późniejsze ingerencje w przysuwanie, a tym upiększanie swoich zębów u ortodonty. Pan chirurg uznał, że dobrze by było najpierw zrobić porządek w zgryzie, a potem decydować się na implanty. Trochę mnie zaskoczył, bo nie sądziłam, że mam coś nie tak ze zgryzem. Miałam jednak świadomość, że od czasu kiedy zaczęły wyrastać mi ósemki (wszystkie musiałam usnąć) co nieco zęby poprzesuwały się.
Posłuchałam i poszłam. W sumie odwiedziłam trzech ortodontów i każdy z nich mnie załamał. Okazało się, że wyleczenie mnie ortodontyczne jest niemożliwe bez operacji chirurgicznej. Dowiedziałam się, że posiadam wadę szkieletową szczęki, mianowicie zbytnie wysunięcie żuchwy (progenia) i niedorozwój szczeki. Mimo zaburzeń w w obrębie narządu żucia, zęby dążą do optymalnych kontaktów, aby jak najlepiej pełnić swoją funkcję, tym samym dochodzi do ich przekrzywiania, przesuwania itd. Operacja miałaby polegać na skróceniu żuchwy poprzez wycięcie jej fragmentów oraz powiększenie szczęki. Tej wady szkieletowej u mnie tak nie widać, ponieważ na przestrzeni lat nastąpiło doskonałe przystosowanie, kosztem jednak prawego stawu w szczęce, który na chwilę obecną przeskakuje (przy szerszym otworzeniu buzi słuchać charakterystyczny trzask). To z kolej powoduje asymetrię między górną i dolną szczęką. Niestety wypadałoby uratować ten staw, gdyż tak pozostawiony w przyszłości może powodować bóle głowy.

Nieprawidłowy rozwój szkieletowy powoduje, że górne zęby są pochylone bardziej do przodu, ewentualna ich korekta, a więc postawienie do pionu spowoduje, że wpadną za dolne zęby, a to zawdzięczam progenii, czyli zbyt wysuniętej żuchwie. Dodatkowo brakuje trochę miejsca na implanty, więc trzeba trochę poszerzyć luki. W takim stanie nikt raczej nie zdecydowałby się na zrobienie implantów, gdyż musiałby być wykonane pod sporym nachyleniem.
Dwie ortodontki dodatkowo zaproponowały mi leczenie kompensacyjne, nie będzie to wyleczenie, ale poprawienie warunków zgryzowych. Wówczas nie musiałbym decydować się na operację, ale wtedy muszę być świadoma, że idealnie nie będzie. Dodatkowo bardzo możliwe, że będzie trzeba usunąć dolne zęby przedtrzonowe.





To tyle jeżeli chodzi o pierwszy post z serii APARATKI JUST. WŁOSY!! Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, bo i tak najlepiej ogląda się efekty i czyta o nich. Już teraz mogę Was zapewnić, że na pewno nie zabraknie tego typu wpisów, dlatego nawet dla siebie chciałabym uwiecznić zmianę w czasie. Dlatego obserwujcie mnie, czytajcie i komentujcie. Już niedługo nowy post o pierwszych wrażeniach i w ogóle o aparatach, jak to wszystko wyglądało oczywiście w moim przypadku. :)

Pozdrawiam Was gorąco.

Ps. Aa, tak dawno mnie nie było. U mnie pełno zmian w życiu, zawodowym i osobistym. Jakby ktoś z Was się martwił, czemu mnie nie ma :)



1 komentarz :

  1. Również nie mam zawiązków górnych dwójek, od 15 miesięcy mam aparat, w przyszłe wakacje będzie mi pani wstawiać implanty :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin